niedziela, 13 stycznia 2013

Rozdział 1 - Dziwne zbiegi okoliczności...

Nie wiem od czego zacząć moją pierwszą powieść... Może po prostu od tego, że mam na imię Monika, chodzę do 6 klasy podstawowej. Następujące wydarzenia zaczynają swoją akcje w lutym, a większość dowiecie się w trakcie opowieści.

- Wstawaj, bo spóźnisz się jak zawsze! - wołała ze złością do mnie mama.
- Dobra, już! - opowiedziałam i wstałam pospiesznie, zobaczywszy, że jest naprawdę późno... Ubrałam się bardzo szybko, nie zjadłam śniadania, bo znowu było mi nie dobrze... i musiał iść.
Szłam sama z myślą, jak zawsze, że będzie dzień jak co dzień, ale jednak nie....

Weszłam do szkoły, następnie do szatni przebrałam buty, zdjęłam kurtkę. Ku mojemu zdziwieniu podeszły do mnie dwie koleżanki, były strasznie podniecone i mówiły, że muszą mi coś opowiedzieć. Nie spodziewałam się tego, że w ogóle do mnie kiedykolwiek podejdą, gdyż nigdy nawet nie zauważały, że istnieje, ale przyzwyczaiłam się do samotności i braku wsparcia, czy pomocy...

- Monika, wiesz co mi się śniło? - zapytała Wiola z podstępnym uśmieszkiem.
- A skąd mogę wiedzieć do cholery?!
- Wiesz, że w ostatnim czasie ja z Beatą staramy się żeby Andrzej i Mateusz nas zobaczyli. Właśnie oni śnili się mi i nie zgadniesz kto jeszcze. - powiedziała Wiola, chcąc mnie chyba bardziej zdenerwować.
- No a skąd mogę wiedzieć... Święty Mikołaj może... - odburknęłam zrezygnowana, nie miałam humory takiego jak one...
- Coś taka nie w sosie dzisiaj? - powiedziała zdziwiona Beata.
- Tylko dzisiaj? oh, to mało o mnie wiecie. - rzekłam wkurzona, nie miałam ochoty gadać z osobami, które po 6 latach zobaczyły, że nagle istnieje w ich szkole....
- Jak tak bardzo chcesz to możemy Ci w ogóle nie powiedzieć. - odpowiedziały razem z wielkim oburzeniem.
- Dobra.. To mówicie, ale nie przeciągajcie...
- A więc... w tym śnie byłaś ty z Kamilem. Rozumiesz? Stworzyliście ładną parkę. - rzekła Wiola z bananem na twarzy.
- No i co? - zareagowałam ze zdziwieniem.
- Jak to co? Dlaczego akurat Ty i Kamil? Nie macie ze sobą nic wspólnego, nie mieliście bynajmniej? - dociekały mnie.
- Nie... - odpowiedziałam z cichszym tonem, a one od razu zauważyły, że mijam się z prawdą.
- Chyba kłamiesz.. a po za tym to nie przypadek, że w śnie był akurat Kamil, kolega Marka i Mateusza! - zareagowały jakby były pewne, że zaraz dowiedzą się prawdy.
- A dlaczego niby ja Wam to mam powiedzieć? - odburknęłam im.
- A dlaczego nie? - rzekły z uśmieszkiem.
- W sumie to było 2 lata temu i i tak to nie ma znaczenia, a wy jesteście takie ciekawskie przecież...
- No to mów, mów. - mówiły z niecierpliwością.
- To nie jest aż takie nadzwyczajne żeby było się czym jarać, jak wy to robicie... No dobra powiem wam. Było to w listopadzie, w tygodniu, gdy są wypominki, chodzimy na cmentarz, i modlimy się za zmarłych. - opowiadałam. - Wracając z cmentarza koło kościoła stał Kamil z kolegą. Nic sobie z tego nie robiłam i tylko przeszłam. Gdy byłam jakieś 2 metry od nich, Kamil powiedział do mnie "cześć kochanie", a ja nic nie odpowiedziałam tylko przeszłam. Miałam to gdzieś, bo nie pamiętam co było w ogóle później... Po prostu zapomniałam o tym, bo gdy on to mówił, to śmiali się, więc to było na żarty... Skoro już Wam to powiedziałam, to dodam, że zaprosiłam go ostatnio ona portalu społecznościowym do znajomych i nie akceptował. Nie wiem o co mu chodzi, szczerze to mam to w dupie i koniec.
- Widzisz, miałam racje, że coś ich musiało łączyć! - powiedziała Beata z wielką radością do Wioli.
- "Łączyć" On sobie zrobił ze mnie żarty, śmiał się ... Zresztą teraz nie pamięta nawet tego zdarzenia, a wy macie się podniecacie... - rzekłam z podniesionym tonem głosu.
- A to dlaczego nie chce akceptować od ciebie zaproszenia, hmm? - powiedziała, myśląc, że jest mądrzejsza i że ma rację.
- Też chciałabym to wiedzieć... - odpowiedziałam cicho, gdy nagle naszą konferencje przerwał dzwonek na lekcje.

***

- Możecie się spakować, bo zaraz będzie dzwonek. - powiedziała nauczycielka i to wszystko co doszło do mojej głowy, i co zrozumiałam z całych dzisiejszych lekcji.... Nie wiem dlaczego, ale czułam niepokój wewnątrz i sama nie wiedziałam o co chodziło Kamilowi. Wiem, że to jest głupie zaproszenie na nk, ale dlaczego nie akceptował?! Do tego ostatnio spotkałam się z nim przed kościołem i jestem pewna, że popatrzył mi prosto w oczy. Nic z tego wszystkiego nie rozumiałam, a moje kontemplacje przerwały Wiola z Beatą...
- No powiedź nam coś jeszcze! - krzyczała mi w twarz Wiola.
- Hhmhm ale co? - zapytałam zdziwiona.
- No nie działo się nic jeszcze z Kamilem? Musiało coś być. A w ogóle to zauważyłam jak na niego patrzysz i jak on na ciebie! - mówiła Wiolką z uśmiechem na twarzy. Ona taka po prostu była...Pomimo tego, że ponad rok temu zmarła jej mama, zawsze jest bardzo twarda, silna, ale zarazem też bardzo wrażliwa. Dziewczyna ta ma już taką naturę, że jest często dwulicowa, wiele zmyśla i zawsze gada za dużo, przez co nigdy nie dotrzymuje tajemnicy, za to Beata jest jej przeciwieństwem... Ma całkiem inną naturę, cechuje ją nieśmiałość i cichość. Wyróżnia ją dobroć i to, że potrafi zachować tajemnice, nie jest fałszywą osobą.
- Co?! Kiedy ty go widziałaś? Zresztą czy ty słyszysz co ja do ciebie mówię, on zaczął do mnie na żarty... a z zaproszeniem to wydaje mi się, że on myśli o tym, że ja mogę coś do niego teraz czuć, bo jeszcze patrzyłam się na niego w kościele ostatnio...
- A podoba ci się on? - odezwała się w końcu Beata z ciekawością.
- Troszkę... ale to nie ma znaczenia.... wiecie doskonale, że każdy chłopak ma wyje*** na takie dziewczyny jak ja.... - mówiłam z przykrością, a one nie wiedziały co mi odpowiedzieć. Ich miny mówiły "No co mamy zrobić, jak ją pocieszyć, jak mówi prawdę?" Ująć w trzech słowach, byłam po prostu: niska, gruba i brzydka.
- Nie przesadzaj, skoro do ciebie zagadał, to on musiał coś czuć, a teraz nie chce akceptować tego zaproszenia, bo może uraziłaś jego dumę? - mówiła to z wielkim przekonaniem, że mogłabym jej uwierzyć. W tym momencie przyjechał samochodem ojciec koleżanki i zaproponował podwiezienie, a ja mieszkałam kilkanaście metrów od domu Wioli, to mnie zabrali.
- Dzisiaj jest środa, więc będą w kościele! - mówiła dziewczyna, wsiadając do samochodu.
- Że co... Kto? - zapytałam zaskoczona, gdyż zamyśliłam się i nie byłam w temacie.
- No Kamil, Andrzej, Mateusz! Mają przecież bierzmowanie w tym roku i muszą chodzić do kościoła! Cieszysz się? Wiesz co? Ja z Beatą będziemy obserwować Kamil i zobaczymy czy będzie Cię obserwował i w ogóle o co mu chodzi. - powiedziała do mnie szeptem żeby jej ojciec nie usłyszał.
- Ja w sumie wolałabym żeby mnie nie musiał oglądać, ani ja jego... - szepnęłam do niej.
- Oj tam. Dowiemy się jak będą się Ci chłopcy zachowywać i o co chodzi. - powiedziała i na chwile zapadła cisza. - Ej a może zastaniemy przyjaciółkami, taka spawa nas połączyła, a ty nie musisz ciągle siedzieć sama. Będzie fajnie z nami, mówię ci! - rzekła z bananem na twarzy, gdy już dojeżdżaliśmy pod mój dom.
- W sumie nie mam nic do stracenia. - uśmiechnęłam się i zażartowałam, chociaż nie wiem sama dlaczego... Podziękowałam za podwiezienie i poszłam w stronę drzwi mojego domu....

***
Nie dbałam o swój wygląd zanadto... Chodziłam zawsze w spiętych włosach, nie malowałam się, w przeciwieństwie do moich koleżanek. Do kościoła ubrałam jakieś starsze dżinsy, kurtkę i kozaki. W czasie drogi padał śnieg i zmoczył moje włosy, więc musiał nie wyglądać za ciekawie.
Weszłam do kościoła. Beata z Wiolą już na mnie czekały w ławce, zawołały mnie, więc siadłam. Kamil, Mateusz, Andrzej stali przed ołtarzem. Byli bardzo dobrymi kolegami i zawsze trzymali się razem. Wraz z nimi był jeszcze chłopak o imieniu Marek, a ja go znałam, a nawet więcej był moim sąsiadem i dobrym kolegom mojego brata. Rozmawiałam z nim nawet i jeździłam grać z nimi w siatkówkę. Wiem, że mogłam zapytać o Kamila, ale nie miałam jakoś odwagi...
W kościele starałam się nie patrzeć na nich. Czasami tylko musiałam się popatrzeć, aby zapamiętać jego cudny wygląd. Dostrzegłam, że nigdy nawet na mnie nie spojrzał i to chyba dobrze. Za to spostrzegłam, że Marek patrzy w moją stronę... Nie byłam pewna, że na mnie ale miała taką nadzieję... Szczerze, to Marka znałam od dziecka i od dawna się w nim podkochiwałam, ale on tego nie widział i musiałam się z tym pogodzić...

Koniec mszy, wszyscy wyszli z kościoła. Dwie koleżaneczki i ja stanęłyśmy razem, a one mówiły jak to bardzo Andrzej i Mateusz są przystojni. Beata powiedziała, że musi iść, a ja z Wiolą poszłyśmy razem.
- Ale się na ciebie Kamil patrzył! - mówiła z radością.
- Wiem, że nie i nie musisz kłamać. - powiedziałam z pewnością. Wiola już taka była, że mówiła to co każdy chciałby usłyszeć, a mijała się z prawdą. Przekonywała mnie przez jeszcze kilka minut, aż jej przytaknęłam i powiedziałam żeby zmieniła temat.
- Czemu przeważnie siedziałaś sama? Jesteś bardzo fajną kumpelą! - zapytała mnie.
- Nie wiem... Jestem bardzo nieśmiała, chyba to zauważyłaś przez tyle lat... - powiedziałam.
- No tak... ale my tak blisko mieszkamy, a nie przyjaźnimy się ,trzeba to zmienić teraz! - rzekła z uśmiechem.
- A prawda... - odpowiedziałam
- To do jutra w szkole! - krzyknęła do mnie, gdyż  mijaliśmy jej dom.
- No do zobaczenia! - odpowiedziałam.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz